Dzień pierwszy. Wracamy z lotniska, szybkie rozpakowanie, wrzucamy coś na ruszt i na spacer. Dublin nocą jest naprawdę cudowny. Ostanie zdjątko to nasz widok z okna. Czasami fajnie było usiąść i tak po prostu pooglądać nocne życie miasta, które w nocy było pełne energii:)
Nad morze. Piękna pogoda, morskie powietrze, piękne portowe miasteczko. Czego chcieć więcej?
Byliśmy nad klifami i szczerze mówiąc troszkę się bałam że zlecę, ale spoko jestem cała i zdrowa:)
Oj bolesny dzień. Graliśmy w jakąś dziwną grę irlandzką biegaliśmy z kijami i machaliśmy na wszystkie strony. Do tej pory mam siniaki, ale na szczęście nic sobie nie złamałam, zwichnęłam czy skręciłam. A potem byliśmy na największym stadionie w Irlandii i trzeba przyznać robi wrażenie:)
Wizyta w Guinessie (browarze). Spokojnie piwa nam nie dali spróbować:)
a później do parku na trawkę poleniuchować:) Szkoda, że u nas w Polsce nie ma takiego zwyczaju, że lunch i wszyscy kładą się na trawniczkach w parkach i odpoczywają.
W muzeum baśni i nad kolejnym portowym miasteczkiem:)
Klify, Atlantyk i tulipany:) Ostatnie dni w mieście U2:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz